Matros — wejście na ścieżkę Tyrana, i żadnych czarów nie daje: tylko ciało, przerobione pod morze.
Pokrewieństwo z wodą — posiadacz nabywa właściwości, zwykłe dla morskich stworzeń;
Duchowa łuska — chowa się pod skórą i z każdym kolejnym stopniem staje się mocniejsza;
Równowaga — wyjątkowa nawet jak na miary bywałych marynarzy;
Siła cielesna — wyraźnie większa niż ludzka.
Skromnie na papierze, ale w tych warunkach, dla których stopień jest przeznaczony, to bardzo dużo. Na pokładzie w sztormie, pod wodą, przy wypadaniu za burtę różnica między Matrosem a zwykłym człowiekiem — to różnica między ocalałym a utonął.
Cała ścieżka Tyrana wiąże się z morzem i burzą, a jego kościół — Kościół Pana Burz. Zaczyna się od tego, że człowiek po prostu przestaje być obcy wodzie.
Warto rozumieć, że dziewiąty stopień tutaj nic nie daje na lądzie. Żadnych czarów, ochrony, ani wyczucia niebezpieczeństwa: w zaułku Baklunda Matros to po prostu silny chłopak z dobrą równowagą. Za to na morzu, gdzie zwykły człowiek jest bezradny z definicji, zdobywa przewagę, której nie kupisz ani pieniędzmi, ani doświadczeniem.
Skład eliksiru marynarski do ostatniej kropli: bańka murłoka, ludojcza skorupa, trzysta mililitrów mocnego napoju i morska woda. Plus dziewięć kropel własnej krwi — opłata za to, żeby morze uznało pijącego za swojego.